10.12.2007

Niewesołe informacje nadchodzą z "frontu walki" z NFZ.

O planowanych reformach – patrz na stronie Leczenie w NFZ

Ponoć reformy te sa dziełem (byłego) Prezesa Sośnierza – osoby znanej z działań absolutnie sprzecznym ze zdrowym rozsadkiem.

Przypomne inne znane pomysły tej osoby:

  • Recepty z "meszkiem" (takim specjalnym sposobem zabezpieczenia) – nie wiadomo po co to było, gdyz fałszowanie recept jest sprawą całkowicie marginalną. Obecnie NFZ wycofał sie nawet z monopolu na drukowanie recept i każdy może je sobie sam drukować. Ciekawe co Prezes teraz powie o "meszku"
  • System informatyzacji i kart magnetycznych w Śląskiej Kasie Chorych – ponieważ Śląska Kasa nie działała na Księżycu tylko na Ślasku, który ma swoje granice i pacjentów leczących się w różnych miejscowościach – jak można ocenic system działający bez żadnej łaczności i porozumienia z sąsiednimi regionami. Poza tym czy jesteśmy tak bogatym krajem, aby wydawać pieniądze na czytniki kart a nie na leki? Czy wygoda urzedu (bo taki był sens tego systemu) warta jest tej ceny? Ten serwis jest dowodem, ze jestem fanem komputeryzacji, ale nie bezmyślności, do czego spowadzał się pomysł ze śląsko-ksieżycowymi kartami.
Nie przeszkodziło to oczywiście w mianowaniu tejże osoby Prezesem NFZ. Środki masowego przekazu przedstawiały Go jako wyjątkowego zdolnego menadżera.
Ciekawe jak zachowa się nowy Prezes – jak dotąd nowa władza miała tendencje do uznawania za swoje wszystkich pomysłów starej władzy byle tylko nie stracić monopolu na rozdzielanie pieniędzy ze składek zdrowotnych. Tak np. było z rządem Premiera Profesora Buzka, który wdrożył reformę służby zdrowia wg monopolistycznej koncepcji poprzedniej ekipy. Zmiana tonu z krytyki na poparcie odbyła się nieomal w jednym zdaniu jak w 1984 Orwella.
29.10.2007

W dniu dzisiejszym zakończyłem pracę w Ośrodku Diagnostycznym i Przychodni im św. Rafała przy ul. Bochenka w Krakowie. Stało się tak z powodu różnych, nie zawsze szcześliwych wydarzeń związanych z przekształceniami własnościowymi w "służbie" zdrowia.

Była to Przychodnia prawie jak z serialu "Na dobre i Na złe" – szerokie, czyste korytarze, wygodny duży parking, nowoczesny sprzęt, centralna recepcja, rejestracja na godziny. Szczególnie ceniłem sobie to ostatnie – nie znosze kolejek ani wpychania się od czasów dzieciństwa – stałem wtedy w kolejce po karpia cały dzień, aż wieczorem przyszły chłopy z pobliskiej budowy i mnie wypchały, stąd moja alergia na kolejki przed gabinetem.

W "Rafale’ jak go nazywaliśmy wykonałem ponad tysiąc biopsji tarczycy, miałem zaszczyt współpracować z wieloma Wybitnymi Lekarzami.

Całemu personelowi z głębi serca dziękuję za życzliwość a pacjentom za wyrozumiałość.